Kiedy mówisz, że coś jest nie tak, to znak, że czas zabrać się za siebie.

Zrób sobie coś do picia. Chyba należy to przeczytać. Jeśli na serio planujesz się za siebie zabrać.

Trzeba wiedzieć, do czego można dojść, jak się już za siebie weźmiesz. I gdzie wylądujesz, jak już zaczniesz lot.

Lądowanie lądowaniem. Popatrzmy na moment wybicia. Takie nawiązanie do skoków narciarskich.

Ludzi, którzy odwiedzają mój gabinet, można by podzielić na kilka grup.

Zacznijmy od tego, co ich łączy.

No więc

1. Zespół objawów.

2. Dotychczasowe próby lub próby prób.

3. Chęć zmiany.

Co do tego ostatniego, to zmiana ma polegać na tym, że osoby chcą się dobrze czuć. Jest to efekt tego, że albo już zaczęli się czuć gorzej, albo zaczęli się obawiać, że niebawem może to nastąpić.

Zabrzmiało niemalże filozoficznie. W tym poradniku jednak skupiamy się mniej na filozofii, a bardziej na praktycznych aspektach naprawy, odzyskiwania lub utrwalania zdrowia. Cokolwiek ktoś przez to rozumie.

Kto przychodzi do mnie po zdrowie?

Tak naprawdę są to osoby, którym zaczęła przeszkadzać nieregularność. Albo nieprzewidywalność.
Do tej pory zdrowie było czymś, o czym nie trzeba było myśleć. Teraz zaś krok po kroku i dzień za dniem organizm zaczyna się dopominać troski.

Niby wszystko jest dobrze, ale tak jakoś nie do końca

Niby wszystko się da, ale kiedyś było jakoś lepiej i łatwiej.
Dowcipy o zdrowiu śmieszyły, a teraz nie do końca.
Już nie ma szczerego ubawu przy kawałach o nietrzymaniu moczu czy braku mocy w potyczkach z konarem, by ten zapłonął. Za to częściej pali zgaga, refluks i pali w gardle.
Do łazienki po Tobie lepiej nie wchodzić. Czasami zaś nie zaglądasz tam przez wiele dni, by w kolejne prawie tam zamieszkać.

I wzdychanie, i ziewanie. Przełykanie.

Niby wszystko się da, ale tak jakoś nie do końca.

Już niekoniecznie przebieżka. Jakie tam skłony?
Ba, niekoniecznie z utęsknieniem czekamy na okrzyk: „Ze mną się nie napijesz?”.

To ostatnie bywa ewidentną oznaką, że coś z nami nie za bardzo…
Po małej ilości niby wszystko w porządku, ale też nie do końca. Z króla imprez w mniejszym czy większych gronie powoli rodzi się miłośnik drugiego planu.

Może to nie jest Twój stan. To może stan kolegi. Albo to jedynie obawa, że coś jest lub może być nie tak.

„Coś nie tak”. To adekwatne określenie

Niby zdrowy, niby nie. Jak to nazwać? I jak zdefiniować „coś ze mną nie tak”?

Coś nie tak z oddechem. Coś szeleści, drapie i chrząka.
Ciśnienie. Albo jest, albo nie ma. Za wysokie, za niskie, za nierówne.
Byle co i infekcja, flikanie, kasłanie, a w zatokach czołowych wręcz czuć, jakby statki planowały cumowanie.
Kiedyś się miało plecy. Pod każdym względem. Teraz to już tylko do bolenia. No i do drapania. Ale chętnych coraz mniej.
Co do żołądka – radykalna zmiana. I odwroty. Refluks, odbijanie, gazy, zaparcia, zgaga albo dla odmiany biegunka.
W zasadzie biegunka to jedyne, co Cię łączy z bieganiem…

Spać się nie daje. Jak już się uda zasnąć, budzi własne chrapanie. Aż się człowiek poci z tego wszystkiego. I marznie.

Ani przytulić, ani rozgrzać.  Co do popędu, to pamięć zawodzi, co to takiego, a o erekcji już dawno nawet nie było potrzeby czytać.

Ogólnie można podsumować, że nic się nie chce. Nie licząc tego odbijania, bąków i podsypiania. W dzień. Bo w nocy to jeszcze chce się sikać. I jeść.

Kiedyś migreny Cię wkurzały, teraz cieszą. Szkoda, że przypałętały się alergie. W zasadzie na wszystko.

Żeby jakoś wyglądać, trzeba trzymać brzuch na bezdechu. Odetchnąć strach, bo spodnie wymagają korekty na bokach. Kiedyś można było mieć kogoś na boku. Teraz na bokach są boczki. Same się zrobiły. Podobnie jak i brzuch.

Boczki, brzuch, podbródek. I ręce za krótkie do czytania.

Jest to doskonały materiał, aby zacząć.  Jeśli dostrzegasz u siebie przynajmniej 3 dowolne objawy z wyżej wymienionych – jest lepiej, niż myślisz!

Najgorzej mają Ci, którzy nie dostrzegają. I wciąż im się wydaje, że mogą więcej.

Teraz parę słów na pocieszenie. Skoro myślisz poważnie, żeby się zabrać za siebie, warto pomyśleć, czy ze zdrowiem Ci będzie do twarzy.

Bo wiesz, to może być spora zmiana…

Na co dzień patrzymy, jak i czy pasują do nas różne rzeczy oraz efekty decyzji. Ten samochód, ten krawat, ta sukienka, ten partner, ta szminka, te buty, ten kosmyk, ta działka.

A jak Ci będzie do twarzy ze zdrowiem?

Tu może dodam, czym ono nie jest.

Zdrowie to nie to samo, co zdrowy styl życia.

Postaram się to dokładnie wyjaśnić. Teraz w skrócie.

Zdrowiem nie jest jedynie:

  1. Spotkanie w klubie fitness w celu ćwiczeń.
  2. Zażywanie suplementów.
  3. Stosowanie diety.
  4. Obecność na grupach związanych z chorobami.
  5. Wiedza medyczna.

Aczkolwiek wszystkie te elementy razem w rozsądnych dawkach sprzyjają zdrowiu.

Zdrowie to stała, codzienna zdolność do pełnienia ról społecznych oraz świadomego i skutecznego ich wyboru.

Odporność to stan stałej i najwyższej gotowości do każdego działania.

Żeby żyć, musimy oddychać, jeść i sami nie dać się zjeść.

Żeby przetrwać, musimy być gotowi do poradzenia sobie w każdej sytuacji i do skutecznego realizowania funkcji reprodukcyjnych (patrząc z ewolucyjnego punktu widzenia).

Innymi słowy, odporność to takie maintenance. Z bardzo wysokim SLA, 99,999% gotowości do:

  1. Odparcia intruzów – w tym chorób i myśli.
  2. Realizacji wszystkich procesów związanych z reprodukcją i wychowaniem następnego pokolenia.
  3. Zapewnienia dostępu do powietrza oraz do jedzenia.

A to wszystko z wyłączeniem jednej funkcji – bez aktywowanej funkcji narzekania!

Powtórzmy: bez narzekania.