Zdrowie to… to coś, czego nie ma

Zdrowie to coś, czego nie ma.

Tak po prostu, nie ma. Nikt nie widział, nikt nie słyszał. A wielu by chciało mieć. Jakkolwiek zdrowie definiować, pewnie może by się zgodzić, że zdrowie jest wtedy, kiedy nic się nie dzieje. A skoro nic się nie dzieje, nie ma potrzeby się tym zajmować. I w istocie mało kto się zdrowiem nie zajmuje. Nie zajmuje się nim ani lekarz, ani ministerstwo zdrowia ani nawet Światowa Organizacja Zdrowia.
Przedmiotem wspólnej troski wszystkich wyżej wymienionych są choroby. Te przychodzą, kiedy chcą.

Podobnie jest z ich odejściem

I wtedy okazuje się, że ta nuda, gdy nic się nie działo, jest lepsza niż wcześniejsza wątpliwa atrakcja.

Ja na swój użytek definiuję i zdrowie, i szczęście w podobny sposób – stan idealnej harmonii rozumu, ciała, duszy i… kieszeni.

Dusza – żeby się coś chciało, rozum – żeby to się jakoś ogarniało, ciało – żeby nadążało i kieszeń, żeby o niej nie myśleć. Myślę, że i pieniądze, i zdrowie mają jeden wspólny element – dobrze jest wtedy, kiedy się o nich nie myśli.
Ale przychodzi czasem taki moment, że myśli o zdrowiu się pojawiają. Wtedy chciałoby się powrócić do niemyślenia o nim.

Jest w tym oczekiwaniu często coś niejasnego. Nie tyle zdrowie pociąga, co jego brak straszy, a wizja tego braku staje się bardziej dolegliwa od samego wyobrażenia.

Tak swoją drogą ja wcale nie uważam, że zdrowie to brak choroby. Zdrowie to, według mnie, możliwość pełnienia ról społecznych – i w relacjach z innymi, i ze sobą samym.

Przez mój gabinet przewija się wiele osób. W tym wielu niepełnosprawnych. Wielu z nich doskonale się realizuje. I wręcz wkurzają się, gdyby potraktować ich jak osoby chore. Z kolei wiele osób z – zdawać by się mogło – drobnymi ograniczeniami, nie jest w stanie sobie poradzić w ogóle.

Zdrowie to coś, czego nie ma. Ale jeśli gdzieś szukać, to w głowie. Tam jest jego wyobrażenie. A że wyobraźnię mamy różną, różne są też nasze myśli na temat zdrowia. Samopoczucie może zmieniać się w zależności od nastroju, a nastrój od tego, co czujemy w ciele. W ten sposób mamy samonapędzający się mechanizm.

Nastrój zależy od stanu ciała, a  stan ciała zależy od nastroju. Jak to wszystko dostroić?  Jak zacząć?

O tym jest ten  blog.

Jak zacząć. I już nie przestać.
Z lekturą bloga – kto wie – może  będzie tak samo. 🙂